Przepraszam was, ale opowiadanie zostaje zwieszone tymczasowo, ponieważ nie mam czasu ani weny, obiecuje, że wrócę. Jeszcze raz przepraszam.
niedziela, 8 marca 2015
niedziela, 15 lutego 2015
Rozdział 2
Abigail
Obudziłam
się o 6 rano " no świetnie" pomyślałam. Na 10 do pracy co ja będę
robić przez 4 godziny? Postanowiłam że pójdę pobiegać. Ubrałam się i umyłam.
Zeszłam na dół wzięłam telefon i słuchawki i wyszłam. Biegłam przed siebie.
Pobiegłam do parku. Słońce świeciło więc było mi bardzo ciepło. Żałuję że nie
wzięłam wody. Właśnie zmieniałam piosenkę kiedy wpadłam na jakiegoś chłopaka Już miałam
na niego nakrzyczeć, że stoi na środku i
wiąże buty kiedy ktoś mnie wyprzedził.
-Nie masz gdzie wiązać butów chłopczyku?!-brunet z kawiarni pomógł mi wstać.- Wszystko dobrze Abigail?- uśmiechnął się dość zabawnie - Mówiłem że się spotkamy.
-Tak. Dziękuję- otrzepałam się z kurzu.- Co tu robisz? O tej godzinie?
-Biegam? A na co wygląda?- dopiero teraz zauważyłam że miał na sobie spodenki do kolan i koszulkę opinająca jego umięśnione ciało, zauważyłam że ma pare tatuaży.
-Abi? Twarz to ja mam wyżej.-zaśmiał się.-Może zrób zdjęcie?- zaśmiałam się razem z nim i zmieniam szybko temat.
-A ty? Jak masz na imię? Bo moje to znasz..
-Calum Hood- ukłonił się teatralnie.
-Wood.-powiedziałam z uśmiechem
-Co? Nie , nie. Jestem Hood. H-o-o-d. -powiedział powoli i wyraźnie.
-Wiem- zaśmiałam się- To moje nazwisko.-spojrzałam na jego kieszeń w której była butelka wody Tak bardzo chce mi się pić, a on chyba to zauważył.
-Jest pusta,- spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem.
-Nie masz gdzie wiązać butów chłopczyku?!-brunet z kawiarni pomógł mi wstać.- Wszystko dobrze Abigail?- uśmiechnął się dość zabawnie - Mówiłem że się spotkamy.
-Tak. Dziękuję- otrzepałam się z kurzu.- Co tu robisz? O tej godzinie?
-Biegam? A na co wygląda?- dopiero teraz zauważyłam że miał na sobie spodenki do kolan i koszulkę opinająca jego umięśnione ciało, zauważyłam że ma pare tatuaży.
-Abi? Twarz to ja mam wyżej.-zaśmiał się.-Może zrób zdjęcie?- zaśmiałam się razem z nim i zmieniam szybko temat.
-A ty? Jak masz na imię? Bo moje to znasz..
-Calum Hood- ukłonił się teatralnie.
-Wood.-powiedziałam z uśmiechem
-Co? Nie , nie. Jestem Hood. H-o-o-d. -powiedział powoli i wyraźnie.
-Wiem- zaśmiałam się- To moje nazwisko.-spojrzałam na jego kieszeń w której była butelka wody Tak bardzo chce mi się pić, a on chyba to zauważył.
-Jest pusta,- spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem.
-ok…to chyba
czas się żegnać.- odwróciłam się i chciałam już iść, ale Calum złapał mnie za
nadgarstek.
-Dostałaś
mojego sms? To jak? Kawa? Mrożona?- uśmiechnął się.
-No nie
wiem… nie sądzę by jakaś kawiarnia była otwarta. Dopiero co się poznaliśmy-
spojrzałam na zegarek- Jest 7:40 mam na
10 do pracy…. Przepraszam i dziękuję-
pomachałam mu i odbiegłam. W domu byłam o 8 i zdziwiłam się, że Kat
jeszcze nie wstała, zdjęłam buty i poszłam do jej pokoju.
-Kate
wstawaj!!- krzyknęłam i usiadłam na przyjaciółce.
-Abi –kichnęła-
Nie idę dziś do pracy, już dzwoniłam do pani Collins. Przepraszam chciałabym
się przespać- odepchnęła mnie- Umyj się bo śmierdzisz.- zaśmiałam się i poszłam
pod prysznic. Ubrałam zwykłe czarne rurki i bokserkę, włosy związałam w kucyka.
Pożegnałam się z Kathe, zostawiłam jej leki i poszłam na piechotę do pracy.
Kilka minut przed 10 byłam już gotowa do pracy. Jest sobota, czuje że dziś
będzie większy ruch. Nie myliłam się. Na szczęście pani Collins przyprowadziła
swojego siostrzeńca, Petera. Peter okazał się bardzo zabawny, pomagał mi przy
pracy przy czym ciągle opowiadał zabawne historie i nie mogłam przestać się
śmiać. Około godziny 16 do kawiarni przyszedł chłopak, który bardzo zwrócił
moja uwagę. Miał mnóstwo tatuaży i koczyk w wardze, przy czym wyglądał całkiem nieźle.
Peter poszedł gdzieś na zaplecze więc byłam sama. Blondyn podszedł do lady i
zapytał oschle:
-Był tu ostatnio
Hood?- nie spuszczał ze mnie swojego wzroku.
-Nie.. nie
przypominam sobie- po tych słowach
chłopak okrążył ladę i staliśmy twarzą w
twarz. Popchnął mnie lekko na ścianę i załapał mnie za ramię.
-Był tu?
Brunet? Z blond pasemkiem. Calum Hood. –trzymał mocno moje ramie i powtórzył- Był
tu?
-N-Nie..wiem.
Nie kojarzę..-szepnęłam , nie wiem dlaczego kłamałam. Widziałam jak chłopak
podnosił rękę odruchowo zamknęłam oczy .
-Zostaw ją
Luke- usłyszałam jego i automatycznie
poczułam, że chłopak puścił moje ramie odbiegłam. Luke –bo tak się nazywał – podszedł
do Hooda i powiedział przez zęby:
-Jeszcze z
Tobą nie skończyłem- wyszedł trzaskając drzwiami. W tym momencie wrócił Peter i
spojrzał na mnie z przerażeniem.
-Abi? Wszystko
dobrze?
-Tak..nic mi
nie jest. Brakuje kawy przyniesiesz?- chciałam się go pozbyć, żeby nie zadawał
pytań.
-Jasne-poszedł
na zaplecze. Stanęłam za ladą i zajęłam się swoja pracą,
-Nic Ci nie
zrobił? – odezwał się Calum, przestraszyłam się, a on to zauważył.-Spokojnie ,
nic Ci nie zrobię.
-Jestem
cała- sięgnęłam prawą ręką po filiżankę i syknęłam z bólu.
-On Ci to
zrobił?- Zapytał z …..troską?
-Nie- znów skłamałam, dlaczego go tak bardzo Obchodzę?-
Walnęłam się w domu. Przepraszam jestem w pracy nie mogę rozmawiać- położyłam
na tace spóźnione zamówienie i zaniosłam do stolika.
Pracę skończyłam wyjątkowo o 19. Peter
zaproponował, że mnie odwiezie, zgodziłam się, nie chciałam sama chodzić po
nocy. Zaprosiłam go do środka.
-Abigail?
-Tak?- zapytałam
robiąc nam herbatę.
-Co byś powiedziała
jakbym Cię dziś zabrał do klubu? Jest sobota, jutro kawiarnia jest zamknięta.
-Dobrze-
podałam mu herbatę- Daj mi chwilkę to się przebiorę.- Poszłam na górę
poinformowałam Kat, że wychodzę i poszłam się przebrać. Ubrałam czarną
sukienkę, zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy. Peter czekał w salonie.
-Pięknie wyglądasz-
wstał.
-Dziękuję.
Idziemy?- ubrałam buty i płaszczyk. Po 20 min byliśmy na miejscu.
Calum
Kiedy wyszedłem z kawiarni pojechałem do domu i usiadłem na kanapie.
-Stary co ty masz na głowie?. Czerwonego chyba jeszcze nie było.- zaśmiałem się, patrząc na Michaela siadającego obok mnie.
-Chciałem
spróbować coś nowego.
Spojrzałem na Ashtona, który siadał z nosem w
laptopie.
-Wrócił.- powiedział.
-Kto?- zapytałem razem z Michaelem.
-Hemmings- spojrzał na nas.
-Kto?- zapytałem razem z Michaelem.
-Hemmings- spojrzał na nas.
-Ten
Hemmings?- zapytał tępo Michael.
-A znasz innego? -zapytałem Michaela waląc go otwarta ręką w głowę. -Wiem.
-A znasz innego? -zapytałem Michaela waląc go otwarta ręką w głowę. -Wiem.
-Jak to?-
zapytał Mikey.
- Widziałem się
z nim dziś. Szukał mnie w tej kawiarni.
-W tej co
była ta ładna blondynka?- zapytał rozpromieniony Ash.
-Tak.- spojrzałem
na niego zdziwiony.
-Coś mówił?
-Powiedział,
że jeszcze ze mną nie skończył. Mam go gdzieś. Jest sobota, wieczór. Nie myślmy
o nim dziś. Błagam. Wyjdźmy gdzieś dziś.- Michael szybko wstał .
-Do
klubu.-wziął moje kluczyki. ja i Ash
wstaliśmy i pojechaliśmy do klubu.
Usiedliśmy przy barze i zamówiłem po kolejce
dla dla chłopaków, ja nie chciałem pić. Chłopaki wypili kilka kolejek. Michael
wstał i poszedł na parkiet. Jemu nie wiele trzeba do szczęścia. Ashton zrobił
to samo, a ja postanowiłem, że jeszcze posiedzę. Nie lubię tańczyć. Odwróciłem
się tyłem do baru i patrzyłem na parkiet. Zauważyłem jak Clifford nieudolnie
podrywa jakąś brunetkę. Szukałem Ashtona,
rozglądałem się i zobaczyłem Abigail z tym chłopakiem z kawiarni. Był lekko
wstawiony i trzymał rękę na jej nagim kolanie. Zacisnąłem ręce, obiecałem mu, ,że będę jej pilnował. Wstałem i
poszedłem do niej.
-Mogę prosić
Panią do tańca?- zapytałem wyciągając dłoń w jej stronę. Bez wahania ją
złapała. Jak ja nienawidzę tańczyć. Po kilku minutach Gin zapytała czy nie
odwiozę jej do domu. Zgodziłem się. Wiedziałem ze Ash i Mikey są w dobrych
rękach.
-Dziękuję-
powiedziała wychodząc z klubu.- Peter mnie tu wyciągnął i się upił. Uratowałeś mnie od niego.
-Nie ma
sprawy. Do usług- otworzyłem jej drzwi mojego czarnego Porsche Cayenne.
Jechaliśmy w
ciszy. Zapytałem tylko gdzie mieszka. Gdy dojechaliśmy podziękowała i zapytała
czy wejdę na chwilę.
-Nie dziękuję.
Innym razem słonce- pożegnałem się i odjechałem.
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 1
-Abi!- usłyszałam jak moja
przyjaciółka woła mnie z dołu, więc pośpiesznie wstałam z łóżka i zeszłam do
kuchni.
-Co się stało Kat?- zaśmiałam się, ponieważ wiedziałam jak Kathe nie lubiła gdy tak do niej mówiłam.
-Zrobiłam śniadanie. Mamy na 10 do pracy-przypomniała mi.
Miałam 25 minut na zjedzenie i ogarniecie się. Dziś zaczynam mój pierwszy dzień w pracy, namówiłam Kathe żeby podjęła się tej pracy razem ze mną. Jest moja przyjaciółka od dawna, mieszkamy razem. Bez wahania się zgodziła.
-Zjadłam-powiedziałam z pełną buzia i poszłam się ogarnąć. Umyłam się, spięłam włosy w dużego koka i ubrałam lekko podarte, czarne spodnie z podciągniętymi nogawkami i jakąś koszulkę. Wiem to pierwszy dzień w pracy ale nie lubię się stroić, zwłaszcza że w kawiarni dostaniemy robocze ciuchy.
Od 10 min jesteśmy już w pracy. Na moje (nie)szczęście, nasze ubrania są zbyt.....różowe? Proszę was. Różową koszulka, biała spódnica i fartuszek....różowy. To jakiś koszmar. Ale dam radę. Jestem tu z Kat. Przy niej nie umiem się nie uśmiechać.
Minęły dwie godziny. Ruch nie był narazie za duży. Usiadła na chwilę przy barze żeby odpocząć kiedy usłyszałam dźwięk dzwoneczka, oznaczało to nowego klienta. Do kawiarni weszło trzech chłopaków, nie powiem byli całkiem przystojni może trochę straszni? Zadawałam sobie pytanie...co czwórka TAKICH chłopaków robi w różowej kawiarni. Kathe stała za ladą, więc to ja musiałam podejść do ich stolika.
-Co się stało Kat?- zaśmiałam się, ponieważ wiedziałam jak Kathe nie lubiła gdy tak do niej mówiłam.
-Zrobiłam śniadanie. Mamy na 10 do pracy-przypomniała mi.
Miałam 25 minut na zjedzenie i ogarniecie się. Dziś zaczynam mój pierwszy dzień w pracy, namówiłam Kathe żeby podjęła się tej pracy razem ze mną. Jest moja przyjaciółka od dawna, mieszkamy razem. Bez wahania się zgodziła.
-Zjadłam-powiedziałam z pełną buzia i poszłam się ogarnąć. Umyłam się, spięłam włosy w dużego koka i ubrałam lekko podarte, czarne spodnie z podciągniętymi nogawkami i jakąś koszulkę. Wiem to pierwszy dzień w pracy ale nie lubię się stroić, zwłaszcza że w kawiarni dostaniemy robocze ciuchy.
Od 10 min jesteśmy już w pracy. Na moje (nie)szczęście, nasze ubrania są zbyt.....różowe? Proszę was. Różową koszulka, biała spódnica i fartuszek....różowy. To jakiś koszmar. Ale dam radę. Jestem tu z Kat. Przy niej nie umiem się nie uśmiechać.
Minęły dwie godziny. Ruch nie był narazie za duży. Usiadła na chwilę przy barze żeby odpocząć kiedy usłyszałam dźwięk dzwoneczka, oznaczało to nowego klienta. Do kawiarni weszło trzech chłopaków, nie powiem byli całkiem przystojni może trochę straszni? Zadawałam sobie pytanie...co czwórka TAKICH chłopaków robi w różowej kawiarni. Kathe stała za ladą, więc to ja musiałam podejść do ich stolika.
Podałam im "menu" i odeszłam. Odchodząc słyszałam
gwizdniecie odwróciłam się przodem do stolika i
napotkałam się na brązowe oczy i łobuzerski uśmiech. Spiorunowałam tego
chłopaka wzrokiem i wróciłam do Kat zaczynając rozmowę. W połowie zdania
mojej przyjaciółki usłyszałam jak ktoś krzyknął "kelnerka". Wstałam i
ze sztucznym uśmiechem podeszłam do stolika.
-Czy mogę przyjąć zamówienie?- czułam jak brązowe oczy wypalają we mnie dziurę.
-Ja poproszę gorąca czekoladę- uśmiechnął się blondyn o piwnych oczach.
-Ja poproszę colę, zimna jakby była-powiedział obojętnie chłopak o....czerwonych włosach?
-Dobrze. A dla pana?- spojrzałam na bruneta. Był młody a ja musiałam zwracać się do klientów pan/pani. Żenujące.
-Aż taki stary jestem?- zaśmiał się pokazując szereg swoich białych zębów.
-Nie, ale moim obowiązkiem jest...nie będę ci się tłumaczyć. Co zamawiasz?- warknęłam.
-Kawę.-odwróciłam się i podałam zamówienie mojej przyjaciółce. Po kilku minutach zamówienie było gotowe. Właśnie szlam w stronę stolika, kiedy nadepnęłam na sznurówkę. Taca poleciała na blondyna, a ja? Byłam gotowa na upadek, więc zamknęłam oczy.
-Już otwórz oczy-ktoś wyszeptał do mojego ucha. Dopiero teraz poczułam silne ramiona na moje talii. Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam.Kathe pomaga blondynowi, a czerwono włosy śmieje się. Pozbierałam porozbijane szklanki po czym odniosłam je na zaplecze. Zaczęłam robić na nowo zamówienie. Właśnie miałam postawić ostatni kubek z kawa na tacy kiedy znikąd
-Ja poproszę gorąca czekoladę- uśmiechnął się blondyn o piwnych oczach.
-Ja poproszę colę, zimna jakby była-powiedział obojętnie chłopak o....czerwonych włosach?
-Dobrze. A dla pana?- spojrzałam na bruneta. Był młody a ja musiałam zwracać się do klientów pan/pani. Żenujące.
-Aż taki stary jestem?- zaśmiał się pokazując szereg swoich białych zębów.
-Nie, ale moim obowiązkiem jest...nie będę ci się tłumaczyć. Co zamawiasz?- warknęłam.
-Kawę.-odwróciłam się i podałam zamówienie mojej przyjaciółce. Po kilku minutach zamówienie było gotowe. Właśnie szlam w stronę stolika, kiedy nadepnęłam na sznurówkę. Taca poleciała na blondyna, a ja? Byłam gotowa na upadek, więc zamknęłam oczy.
-Już otwórz oczy-ktoś wyszeptał do mojego ucha. Dopiero teraz poczułam silne ramiona na moje talii. Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam.Kathe pomaga blondynowi, a czerwono włosy śmieje się. Pozbierałam porozbijane szklanki po czym odniosłam je na zaplecze. Zaczęłam robić na nowo zamówienie. Właśnie miałam postawić ostatni kubek z kawa na tacy kiedy znikąd
przede mną pojawił się brunet.
-Za resztę nie trzeba-położył 30$ i skierował się w stronę wyjścia, odwrócił się na chwilę w moja stronę i powiedział:
-Do zobaczenia wkrótce Abigail.-i wyszedł. Skąd on znał moje imię?
-Za resztę nie trzeba-położył 30$ i skierował się w stronę wyjścia, odwrócił się na chwilę w moja stronę i powiedział:
-Do zobaczenia wkrótce Abigail.-i wyszedł. Skąd on znał moje imię?
Po 18
wróciłyśmy zmęczone do domu. Położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy.
-Nie było
tak źle.- powiedziała Kathe
-Nie było
źle? To chyba najgorszy dzień w pracy. I ta trójka. Skąd znał moje imię?
-Powiedziałam
mu..- wyszeptała Kat
-Co?!-
automatycznie usiadłam na kanapie- Dlaczego?
-Zapytał,
był taki miły. Przepraszam.
-Nie był
miły, ale oczy to miał… takie …. jejuu-
zaśmiałam się.
-Czy tylko
ja zauważyłam, że ten blondyn ciągle na mnie patrzył?- śmieje się Kat.
-Tak , tylko
ty.- śmiejąc się wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam długi prysznic,
myśląc po co mu było moje imię.
Po dwóch
godzinach wyszłam z łazienki, ubrałam się w piżamę i udałam się do pokoju. Wzięłam mój telefon do
ręki i zobaczyłam jedną nieodczytaną wiadomość od nieznanego numeru. ‘’Do twarzy Ci w różowym. Mam nadzieję, że
jutro będziesz w pracy bo chciałbym wypić z Tobą kawę. ’’. Położyłam się , lecz nie mogłam zasnąć. Ciągle
myślałam o tej wiadomości. Skąd ktoś miał mój numer? Może to chłopak z kawiarni,
w końcu powiedział przed wyjściem ‘’Do zobaczenia wkrótce Abigail’’. Po kilku
godzinach spokojnie zasnęłam.
___________________________
To mój pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Przepraszam że wszystkie błędy. Opowiadanie jest też dostępne na wattpadzie.
To mój pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Przepraszam że wszystkie błędy. Opowiadanie jest też dostępne na wattpadzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)