niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 2




Abigail

Obudziłam się o 6 rano " no świetnie" pomyślałam. Na 10 do pracy co ja będę robić przez 4 godziny? Postanowiłam że pójdę pobiegać. Ubrałam się i umyłam. Zeszłam na dół wzięłam telefon i słuchawki i wyszłam. Biegłam przed siebie. Pobiegłam do parku. Słońce świeciło więc było mi bardzo ciepło. Żałuję że nie wzięłam wody. Właśnie zmieniałam piosenkę  kiedy wpadłam na jakiegoś chłopaka Już miałam na niego nakrzyczeć, że stoi na  środku i wiąże buty kiedy ktoś mnie wyprzedził.
-Nie masz gdzie wiązać butów chłopczyku?!-brunet z kawiarni pomógł mi wstać.- Wszystko dobrze Abigail?- uśmiechnął  się dość zabawnie - Mówiłem że się spotkamy.
-Tak. Dziękuję- otrzepałam się z kurzu.- Co tu robisz? O tej godzinie?
-Biegam? A na co wygląda?- dopiero teraz zauważyłam że miał na sobie spodenki do kolan  i koszulkę opinająca jego umięśnione ciało, zauważyłam że ma pare tatuaży.
-Abi? Twarz to ja mam wyżej.-zaśmiał się.-Może zrób zdjęcie?- zaśmiałam się razem z nim i zmieniam szybko temat.
-A ty? Jak masz na imię? Bo moje to znasz..
-Calum Hood- ukłonił się teatralnie.
-Wood.-powiedziałam z uśmiechem
-Co? Nie , nie. Jestem Hood. H-o-o-d. -powiedział powoli i wyraźnie.
-Wiem- zaśmiałam się- To moje nazwisko.-spojrzałam na jego kieszeń w której była butelka wody Tak bardzo chce mi się pić, a on chyba to zauważył.
-Jest pusta,- spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem.
-ok…to chyba czas się żegnać.- odwróciłam się i chciałam już iść, ale Calum złapał mnie za nadgarstek.
-Dostałaś mojego sms? To jak? Kawa? Mrożona?- uśmiechnął się.
-No nie wiem… nie sądzę by jakaś kawiarnia była otwarta. Dopiero co się poznaliśmy- spojrzałam na zegarek-  Jest 7:40 mam na 10 do pracy…. Przepraszam i dziękuję-  pomachałam mu i odbiegłam. W domu byłam o 8 i zdziwiłam się, że Kat jeszcze nie wstała, zdjęłam buty i poszłam do jej pokoju.
-Kate wstawaj!!- krzyknęłam i usiadłam na przyjaciółce.
-Abi –kichnęła- Nie idę dziś do pracy, już dzwoniłam do pani Collins. Przepraszam chciałabym się przespać- odepchnęła mnie- Umyj się bo śmierdzisz.- zaśmiałam się i poszłam pod prysznic. Ubrałam zwykłe czarne rurki i bokserkę, włosy związałam w kucyka. Pożegnałam się z Kathe, zostawiłam jej leki i poszłam na piechotę do pracy. Kilka minut przed 10 byłam już gotowa do pracy. Jest sobota, czuje że dziś będzie większy ruch. Nie myliłam się. Na szczęście pani Collins przyprowadziła swojego siostrzeńca, Petera. Peter okazał się bardzo zabawny, pomagał mi przy pracy przy czym ciągle opowiadał zabawne historie i nie mogłam przestać się śmiać. Około godziny 16 do kawiarni przyszedł chłopak, który bardzo zwrócił moja uwagę. Miał mnóstwo tatuaży i koczyk w wardze, przy czym wyglądał całkiem nieźle. Peter poszedł gdzieś na zaplecze więc byłam sama. Blondyn podszedł do lady i zapytał oschle:
-Był tu ostatnio Hood?- nie spuszczał ze mnie swojego wzroku.
-Nie.. nie przypominam sobie-  po tych słowach chłopak okrążył ladę  i staliśmy twarzą w twarz. Popchnął mnie lekko na ścianę i załapał mnie za ramię.
-Był tu? Brunet? Z blond pasemkiem. Calum Hood. –trzymał mocno moje ramie i powtórzył- Był tu?
-N-Nie..wiem. Nie kojarzę..-szepnęłam , nie wiem dlaczego kłamałam. Widziałam jak chłopak podnosił rękę odruchowo zamknęłam oczy .
-Zostaw ją Luke- usłyszałam jego­ i automatycznie poczułam, że chłopak puścił moje ramie odbiegłam. Luke –bo tak się nazywał – podszedł do Hooda i powiedział przez zęby:
-Jeszcze z Tobą nie skończyłem- wyszedł trzaskając drzwiami. W tym momencie wrócił Peter i spojrzał na mnie z przerażeniem.
-Abi? Wszystko dobrze?
-Tak..nic mi nie jest. Brakuje kawy przyniesiesz?- chciałam się go pozbyć, żeby nie zadawał pytań.
-Jasne-poszedł na zaplecze. Stanęłam za ladą i zajęłam się swoja pracą,
-Nic Ci nie zrobił? – odezwał się Calum, przestraszyłam się, a on to zauważył.-Spokojnie , nic Ci nie zrobię.
-Jestem cała- sięgnęłam prawą ręką po filiżankę i syknęłam z bólu.
-On Ci to zrobił?- Zapytał z …..troską?
-Nie-  znów skłamałam, dlaczego go tak bardzo Obchodzę?- Walnęłam się w domu. Przepraszam jestem w pracy nie mogę rozmawiać- położyłam na tace spóźnione zamówienie i zaniosłam do stolika.
            Pracę skończyłam wyjątkowo o 19. Peter zaproponował, że mnie odwiezie, zgodziłam się, nie chciałam sama chodzić po nocy. Zaprosiłam go do środka.
-Abigail?
-Tak?- zapytałam robiąc nam herbatę.
-Co byś powiedziała jakbym Cię dziś zabrał do klubu? Jest sobota, jutro kawiarnia jest zamknięta.
-Dobrze- podałam mu herbatę- Daj mi chwilkę to się przebiorę.- Poszłam na górę poinformowałam Kat, że wychodzę i poszłam się przebrać. Ubrałam czarną sukienkę, zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy. Peter czekał w salonie.
-Pięknie wyglądasz- wstał.
-Dziękuję. Idziemy?- ubrałam buty i płaszczyk. Po 20 min byliśmy na miejscu.

Calum


Kiedy wyszedłem z kawiarni pojechałem do domu i usiadłem na kanapie.
-Stary co ty masz na głowie?. Czerwonego chyba jeszcze nie było.- zaśmiałem się, patrząc na Michaela siadającego obok mnie.
-Chciałem spróbować coś nowego.
 Spojrzałem na Ashtona, który siadał z nosem w laptopie.
-Wrócił.- powiedział.
-Kto?- zapytałem razem z Michaelem.
-Hemmings- spojrzał na nas.
-Ten Hemmings?- zapytał tępo Michael.
-A znasz innego? -zapytałem Michaela waląc go otwarta ręką w głowę. -Wiem.
-Jak to?- zapytał Mikey.
- Widziałem się z nim dziś. Szukał mnie w tej kawiarni.
-W tej co była ta ładna blondynka?- zapytał rozpromieniony Ash.
-Tak.- spojrzałem na niego zdziwiony.
-Coś mówił?
-Powiedział, że jeszcze ze mną nie skończył. Mam go gdzieś. Jest sobota, wieczór. Nie myślmy o nim dziś. Błagam. Wyjdźmy gdzieś dziś.- Michael szybko wstał .
-Do klubu.-wziął moje  kluczyki. ja i Ash wstaliśmy i pojechaliśmy do klubu.
 Usiedliśmy przy barze i zamówiłem po kolejce dla dla chłopaków, ja nie chciałem pić. Chłopaki wypili kilka kolejek. Michael wstał i poszedł na parkiet. Jemu nie wiele trzeba do szczęścia. Ashton zrobił to samo, a ja postanowiłem, że jeszcze posiedzę. Nie lubię tańczyć. Odwróciłem się tyłem do baru i patrzyłem na parkiet. Zauważyłem jak Clifford nieudolnie podrywa jakąś  brunetkę. Szukałem Ashtona, rozglądałem się i zobaczyłem Abigail z tym chłopakiem z kawiarni. Był lekko wstawiony i trzymał rękę na jej nagim kolanie. Zacisnąłem ręce, obiecałem  mu, ,że będę jej pilnował. Wstałem i poszedłem do niej.
-Mogę prosić Panią do tańca?- zapytałem wyciągając dłoń w jej stronę. Bez wahania ją złapała. Jak ja nienawidzę tańczyć. Po kilku minutach Gin zapytała czy nie odwiozę jej do domu. Zgodziłem się. Wiedziałem ze Ash i Mikey są w dobrych rękach.
-Dziękuję- powiedziała wychodząc z klubu.- Peter mnie tu wyciągnął i się upił. Uratowałeś mnie od niego.
-Nie ma sprawy. Do usług- otworzyłem jej drzwi mojego czarnego  Porsche Cayenne.
Jechaliśmy w ciszy. Zapytałem tylko gdzie mieszka. Gdy dojechaliśmy podziękowała i zapytała czy wejdę na chwilę.
-Nie dziękuję. Innym razem słonce- pożegnałem się i odjechałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz